O filmie amerykańskim, w którym aktor z tegoż kontynentu, Kevin Costner, tańczył z wilkami, słyszeliśmy najprawdopodobniej wszyscy (to wyjątkowo popularny film). Jakże odnosić się to zatem może do innej sprawy: reklam i postępowania z nimi? Czy można powiedzieć o kimś, kto takimi reklamami się zajmuje i je przygotowuje, że ta osoba w specyficzny sposób tańczy z tymi reklamami? W pewnym stopniu na pewno tak, ale – z drugiej strony – rozumując w ten właśnie sposób moglibyśmy powiedzieć niemal o każdej sytuacji odwołując się do jakiegoś znanego przykładu ze światowej kinematografii. A sensu w tym znaleźć i ze świecą byłoby trudno. Dlatego wyjaśnijmy może od razu, że to głównie ekspozytory i im podobne są powodem tego, że takie porównanie do wspomnianego „Tańczącego z wilkami” zyskało jakąkolwiek rację bytu i jest zastosowane w tym przypadku. Porównania do znanych rzeczy są bardzo chwytliwe i czasem najłatwiej jest je stosować, aby otrzymać szybki i w miarę łatwy efekt wynikający z czegoś konkretnego.
Niejedna osoba mogłaby słusznie oburzać się na ideę takich porównań sądząc, że cukierki reklamowe dla firm nigdy w sposób poważny nie mogłyby zostać porównane do czegoś wielkiego, jak dobry, znany i renomowany film rangi światowej. I przemawiają za tym wielkie racje. Z drugiej jednak strony, czy naprawdę nie można odwołać się do takiego porównania, skoro nie dotyczy ono prawdziwej świętości, a jedynie – choć dla niektórych zapewne: aż – do bardzo znanego i znakomitego filmu amerykańskiego? To już rzecz do indywidualnego rozważnie. Z zachowaniem jednak dobrej rozwagi, aby wziąć pod uwagę wszystkie „za” i „przeciw”.
Swoistym gwoździem do trumny mogłyby się okazać opakowania promocyjne, które związku z niczym wyższym już na pewno nie mają – niemniej zastanówmy się dobrze, czy to aby na pewno tak prawdziwie wielki skandal z zestawianiem podobnych słów i sformułowań? Może bowiem to wcale nie być nic świętokradczego, a jedynie swoista nowa jakość w tej dziedzinie, która wzbudzi z czasem nasze coraz większe zainteresowanie.